Pewną ekstremką był wyjazd do Niemiec w celach zarobkowych. Nikt nas ostatecznie nie zatrudnił, ale z 3 tygodniowego pobytu w Niemczech i Francji wróciliśmy do domu z większą ilością pieniędzy niż wyjechaliśmy, to się nazywa tanie podróżowanie :)
Było nas trzech...
Ja, mój przyszły mąż i kolega ze studiów. Jechaliśmy stopem, spaliśmy w namiotach, jedliśmy zabrane jedzenie z Polski, choć trudno to nazwać jedzeniem cały dzień kromki z cienko posmarowanym pasztetem, od święta z serkiem topionym :) Przez 3 tygodnie bez wody do mycia, w 1 namiocie, była jazda :) Nic dziwnego, że się 2 bogatych Niemców nad nami ulitowało, jeden wiozący nas piękną BM-ką pod zamek Neuschweinstein dał nam 100 euro na zwiedzanie (oczywiście poprzestaliśmy na obejrzeniu z zewnątrz, kasa do podziału), a drugi mercem dał znów 100 euro na chleb (musieliśmy kiepsko wyglądać :))
Ale najbardziej ekstremalne było spanie, codziennie rozkładaliśmy namiot w innym miejscu, wybieranym na szybko, często po ciemku. Codziennie walczyliśmy ze strachem, raz wiekszym przed policją (w miejscach bardziej widocznych) raz przed zwierzętami ( w lesie). Jednej nocy rozbiliśmy się całkiem bezmyślnie na całej szerokości leśnej ścieżki. Zasypiamy już , a tu jakieś zwierzątko przebiegło niemal po moim przyszłym mężu, adrenalina sprawiłą, że spanie na długo poszło w las... Dobrze, że nie było to np małe stadko saren nie mówiąc o dziku bo mogło być nieciekawie















