2 lata temu spędziliśmy 2 marcowe tygodnie w Londynie. Przylecieliśmy samolotem, zadekowaliśmy się u brata na Isleworth i przez 14 dni biegaliśmy po mieście od zabytku do zabytku, starając się zdążyć pomiędzy porannym a popołudniowym szczytem w metrze bynajmniej nie ze względu na ścisk, ale na różnicę w cenie przejazdów…
Co nas wtedy urzekło to fakt, że Polskę opuszczaliśmy jeszcze zimą, ale w Anglii wylądowaliśmy wiosną...