Jednym z celów wyjazdu był Park Narodowy Jotunheimen. Park ten został utworzony w 1980 roku, ma powierzchnię 1145 km2 i obejmuje najwyższą część Gór Skandynawskich z ich najwyższym szczytem – Galdhopiggen 2469 m npm. Z resztą ekipy spotykamy się w ścisłym centrum parku, w schronisku Gjendesheim.
Jest ono położone nad długim, około 20–kilometrowym Jeziorem Gjende przypominającym fiord. Chcemy od razu ruszać w góry, lecz plany krzyżuje nam pogoda. Opady deszczu zatrzymują nas na dwa dni, które spędzamy w namiotach przy schronisku.
Rankiem trzeciego dnia około godziny 10 ruszamy, kierując swe kroki na najsłynniejszą grań Norwegii – Basagen. Kulminacyjnym momentem jest tutaj pokonanie skalnej przełęczy rozdzielającej 2 jeziora. Po prawej stronie (zaledwie kilka metrów poniżej grzbietu) znajduje się Jezioro Bessvatnet, zaś po lewej (390 m niżej) znane nam już Jezioro Gjende.
Dojście do tego miejsca ze schroniska Gjendesheim zajmuje 3 godziny porządnego marszu. Dzień ten, pełen wrażeń, kończymy przy zachodnich brzegach J. Russvatnet, rozbijając namioty późnym wieczorem. Kolejne 2 dni zabiera nam dojście do schroniska Spiterstulen, skąd nazajutrz planujemy zaatakować Galdhopiggen.
Tego dnia wyruszamy dość późno bo dopiero około godziny 12. Do pokonania jest jakieś 1200 metrów w pionie, tak więc zapowiada się niezła wyrypa:) Spora część trasy wiedzie przez przeplatające się nawzajem pola śnieżne i kamienne. Wreszcie po 3 godzinach "walki" stajemy na szczycie. Na "lekko" szło się nam bez porównania lepiej niż z przytłaczającymi "garbami".
Widok ze szczytu zapiera dech w piersiach. Wokół tylko góry, poprzedzielane ogromnymi polami lodowymi. W oddali widzimy nawet czapę lodową Jostedalsbreen – największego lodowca stałego lądu Europy – to jeden z naszych kolejnych celów. Oczywiście wszystko to fotografujemy, posilamy się w barze na szczycie (!) i schodzimy.