Wcześniej, gdy Turcją mało co się interesowałam i znałam ją głównie z widokówek, Pamukkale wydawało mi się tam najważniejszym, najfajniejszym i najbardziej znanym miejscem. Moja wizyta nieco zweryfikowała te poglądy.
Owszem, jest to coś niecodziennego, ciekawego i warto nadrobić kawałek drogi, ale z odległej Alanyi wycieczki do samego tylko Pamukkale chyba bym nie polecała, ale to tak jak ze wszystkim, tylko i wyłącznie kwestia gustu.
Te lśniące w słońcu, białe tarasy wapienne, jakby przyklejone do zbocza góry, znajdują się około 20 km od miasta Denizli i z daleka wyglądają na całkiem malutkie, ale na miejscu okazuje się, że starczy tego na całkiem fajny spacer na bosaka (tylko tak można wejść) z przystankami na kąpiele w płytkich, naturalnych basenach z lazurową wodą, no i oczywiście na fotki.
Turystów tu sporo, słońce przypieka, ale widoki z góry naprawdę ładne. Ponad trawertynami widoczne są ruiny Hierapolis - miasta - uzdrowiska wzniesionego jeszcze przez Rzymian, a jeszcze wyżej rozpoczyna sie kraina luksusu - hotele i baseny z ciepłą wodą, pełne rozanielonych przybyszów z całego świata.