Brighton to bardzo popularny w Anglii, nadmorski kurort nad Kanałem La Manche, od lat odwiedzany równie chętnie przez turystów z całego świata, jak i samych Brytyjczyków. Stało się to głównie za sprawą brytyjskiej rodziny królewskiej, która w XVIII wieku obrała to miejsce na swą letnią rezydencję. Ponadto turystyce sprzyja tu łagodny klimat, szerokie plaże oraz bogata oferta rozrywkowa.
My wybraliśmy się do Brighton z Londynu autobusem, ale można też jechać pociągiem (to naprawdę niedaleko). Najpierw nogi poniosły nas nad morze, co prawda kamienista plaża okazała się niezbyt zachęcająca do długich "nasiadówek", ale za to mieniła się wszystkimi kolorami.
Później ruszyliśmy na molo z XIX wieku, które atakuje wszelkimi rozrywkami. A tuż obok - Sea Life Centre - oceanarium z podwodnym tunelem, jeśli kogoś interesują rybki małe i duże.
Potem naszym oczom ukazała się wspaniała budowla - Pawilon Królewski (Royal Pavilion) z XVIII/XIX wieku, wybudowany na życzenie księcia - późniejszego Jerzego IV Hanowerskiego. Ten wspaniały pałac na dłuższą chwilę przykuł naszą uwagę, a to dlatego, że w Europie tego typu obiekty są rzadkością - ogromne kopuły w kształcie cebuli, minarety, piękne zdobienia. To wszystko zupełnie nie pasowało do Anglii, a wokół piękna zieleń i kolory kwitnącego kwiecia.
Co jeszcze oferuje Brighton?? Kilka fajnych muzeów, szczególnie to Historii Naturalnej (Dyke Road) no i knajpy do wyboru i koloru, wszystkie kuchnie świata, nie wiedzieć czemu obeszliśmy się smakiem. No tak, kraj piętrowych autobusów i czerwonych budek telefonicznych niekoniecznie nadaje się na nasze skromne kieszenie.