
Specjalnie wymyślona trasa dla kolegi z Warszawy, który po 9 latach przyjechał ponownie w góry. Czyli taka, żeby do góry wyjechać a schodzić tylko w dół. I chociaż dla mnie ta trasa była najłatwiejsza pod słońcem, dla niego - arcytrudna, stąd sumując określiłem ją jako średniotrudną.
Przyjechaliśmy do Jaworzynki Trzycatku autobusem i od razu o godz. 11.05 wyruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę Trójstyku (czyli miejsca styku granic 3 państw: Polski, Słowacji i Czech). To nam zajęło 15 minut i tylko tyle szliśmy po polskiej ziemi. Reszta wycieczki już w Czechach.
Rozpoczęliśmy żółtym szlakiem w stronę miejscowości Hrcava (Hrczawa), gdzie doszliśmy o 12.10 i tam "U Slavky" zatrzymaliśmy się na dobre czeskie czopowane piwo. To nam zajęło 45 minut.
Idąc żółtym szlakiem do Komorovskeho Gruna (Komorowskiego Gronia) doszliśmy o 13.30. Zmiana szlaku na czerwony i tutaj jednak trochę trzeba było podejść pod Chatę na Girovą. Chata w poniedziałki zamknięta, ale my mieliśmy szczęście, bo akurat w tym czasie był właściciel i załapaliśmy się na kolejne czopowane. Tam też za nami dojechali mieszkańcy Jaworzynki starym "wehikułem" z 1975 roku, oczywiście na piwo.
Dalsza droga to schodzenie zielonym do Jabłonkowa. Tym odcinkiem osobiście nie szedłem już prawie 10 lat i jak to często teraz jest, aktualnie ma częściowo zmieniony przebieg. Szkoda, bo teraz więcej wiedzie drogami, niż polnymi (a te pamiętam miały piękne widoki).
Do Jabłonkowa dotarliśmy o 17.20, ale nie wchodziliśmy do miasta (zmęczenie kolegi) , tylko dalej zielonym dotarliśmy do (jak to w Czechach) odnowionego dworca kolejowego w Nawsiu. Odnowiony nie tylko budynek, ale gruntownie na nowo wybudowane perony, nie mówiąc już o tym, że cały odcinek od Czeskiego Cieszyna do granicy ze Słowacją ma wymienione podkłady, szyny itd. I im się opłaca budować nowe, wprowadzać coraz więcej pociągów do rozkładu jazdy i obniżać ceny biletów. A u nas wszystko musi być kasowane bo nieopłacalne. U nas powinni kasować nie infrastrukturę kolejową tylko ludzi za to odpowiedzialnych.
Ale wracam do wycieczki - meta w Nawsiu o 17.40. Zadowoleni z trasy krótko czekamy na pociąg, bo tylko 29 minut, który jak to w Czechach odjechał punktualnie do Czeskiego Cieszyna.