Dlatego Adasiu, "Rancho" staram się omijać zawsze wielkim łukiem. Przecież obok jest czeska schludna Chata Czantoryja. Pozdrawiam.

Z Czeskiego Cieszyna do Trzyńca to przysłowiowy rzut beretem. Osobowy pociąg jedzie zaledwie 15 minut. Dojechaliśmy tam o 8.35 i o tej godzinie przed dworcem kolejowym od razu weszliśmy na czerwony szlak.
Na zdjęciu będzie widać największego "truciciela" okolicy, czyli trzyniecką hutę, choć w ostatnich latach wiele na plus się zmieniło.
W trakcie wędrówki okazało się, że w porówaniu z moim poprzednim wędrowaniem tędy (ponad 10 lat temu) , skorygowano jego przebieg już na początku. W przewodnikach i na mapach widać szlak wiodący przez Jahodną, którą teraz mijamy łukiem. Podobnie jest z Babią Górą. Szlak nnie wiedzie już przez szczyt, ale niżej. W miejscu zwanym Pod Babi Horou byliśmy o 9.22.
Potem już "po staremu" w stronę granicy czesko-polskiej. Tutaj za bardzo nie ma co zmieniać, bo na zboczu Wróżnej za czasów komunistycznych Czesi ogrodzili wysokim płotem szmat terenu, a jeden z jego boków przez kilka kilometrów biegnie właśnie wzdłuź naszej granicy. W pewnym momencie i po naszej stronie (ale już współcześnie) ogrodzono teren i przez dłuższy czas szlak wiedzie chyba po ziemi niczyjej, bo między dwoma płotami. W razie ewakuacji to droga jest tylko do przodu lub do tyłu.
Wróżna - 9.38. Za płotami dochodzi do nas z prawej zielony szlak z Wędryni, który tutaj ma początek lub koniec, jak kto woli. Tym zielonym i tym czerwonym, którym w dalszym ciągu pójdziemy wędrowałem już kilka razy i ten odcinek znam bardziej. Mijamy Ostry (nie ten obok Kozubowej, tylko ten graniczny) o godz. 10.58. Wychodzi słońce, natura nabiera zaraz innego jesiennego kolorytu.
Schodzimy w dół do Nydka Gory, gdzie zauważamy nowy wytyczony przez Czechów żółty szlak na Małą Czantorię. Jest 11.18. Zaraz zacznie się wchodzenie na zbocze Wielkiej Czantorii i powolna po niej wspinaczka.
Dochodzimy do "rozcesty" pod Chatą Czantoryja o 12.22 i widzimy, że Czesi skasowali dotychczasowy niebieski szlak wiodący stąd przez Wielką Czantorię na Stożek. Biegł on równolegle z naszym czerwonym i dzięki akcji likwidacji dublowanych granicznych szlaków tym razem to on został skasowany.
Ale wymyślili tzw. szlak szczytowy oznaczany w formie czerwonego trójkąta i ten zawiódł nas na szczyt Wielkiej Czantorii - 12.35. Tam byliśmy tylko my, wszystko zamknięte na cztery spusty, a powodem jest tradycyjny o tej porze przegląd kolejki z Ustronia Polany, który trwać ma do 18 listopada.
Na szczycie wchodzimy na polski szlak niebieski i nim będziemy przez Poniwiec szli do naszej mety. Najpierw jednak wstępujemy do Chaty Czantoryja na odpoczynek (13.00 - 13.35), podziwiamy nowy wystrój.
Idziemy dalej, ale omijamy polskie "Rancho", bowiem chcemy sobie przypomnieć jak dawniej niebieski szlak prowadził. A prowadził wprost do chaty. Kiedy wybudowali "Rancho", to, żeby turyści chodzili obok niego, zmieniono także ten fragment szlaku. Z radością stwierdziliśmy, że w tym roku ludzie ponownie "przedeptali" tamten stary odcinek i my też poszliśmy skrótem.
To tylko chwilę trwało, bo trochę niżej ponownie wchodzimy na niebieski i schodzimy do Poniwca. Ciągle w dół i w dół, bo on taki jest. Dobry do schodzenia, choć widoków prawie żadnych, no chyba, że przez gałązki.
W Poniwcu, na dole jesteśmy o 14.30. Ulicami tej dzielnicy Ustronia dochodzimy do starej drogi na Brzegach o 14.57 i tam opuszczamy szlak i idziemy w kierunku przystanku Ustroń Centrum, gdzie lokujemy naszą metę o 15.10. Moja partnerka tej trasy zaraz będzie mieć autobus do Bielska-Białej a ja... spacerkiem do domu.