Witaj Staś. Dopiero dzisiaj czytam 271 -stale odwiedzam Polskie Szlaki a zapominam o Zwiedzaj Swiat. Za Twoimi relacjami mocno dojrzewam do zwiedzenia przygranicznych czeskich stron, ale to chyba dopiero na przyszły rok. Pozdrawiam Adam

Mój drugi w życiu wypad w słowackie Jaworniki.
Do Makova jedziemy samochodem i zatrzymujemy się na parkingu obok Chaty Makov obecnie zwanej Penzion Makov. Dzień dopiero się budzi i startujemy stamtąd żółtym szlakiem w stronę Przełęczy Pindula. Cały ten odcinek będziemy szli asfaltem, co jak zawsze jest męczące i dlatego wybraliśmy ten kierunek, by potem po trudach górskiej wędrówki nie wracać nim. Jest to też odwrotny kierunek do tego , jak szedłem tutaj w czerwcu ubiegłego roku. Startujemy o godz. 7.30. Do Kopanic przychodzimy o 8.05 i do Przełęczy Pindula o 9.13. Tutaj zmieniamy szlak na czerwony , czyli skręcamy z drogi w lewo w kierunku na Wielki Jawornik.
Na Butorkach podziwiamy budowany zajazd i jak wiele zrobiono od ubiegłego roku. Jesteśmy tam o 9.45. Przedtem była jeszcze Czierna Voda z obrazem Matki Boskiej Bolesnej.
Wreszcie osiągamy Wielki Jawornik (1050m npm) o 10.20. Zmiana koloru szlaku na żółty, który przyprowadzi nas do Pensjonatu Jawornik - 10.50. Przed nim trafiamy na ćwiczenia ratownicze. Pobyt w pensjonacie potrzebny po to, gdyż towarzyszący nam panowie starszy i bardzo młodszy nie mieli stąd jeszcze nalepek. Tam też rodzi się pomysł, by nie wracać tak jak ja w ubiegłym roku tym samym czerwonym do Przełęczy Pindula, ale aby dojść do niej czeskimi szlakami. Czasowo powinno być to samo. Idziemy więc z Kasaren niebieskim o 11.30. Odcinek niebieski w dół to ponownie w większości dreptanie asfaltem do Podt'ate Svetla, podobnie jak stamtąd żółtym (12.33) do znanej już nam dziś Przełęczy Pinkdula, na którą wracamy o 13.05.
Teraz ponownie czerwonym ale w drugą stronę, na Lemeszną, gdzie dochodzimy zmęczeni ostrym podejściem o 13.36. Potem już mniej więcej równo wzdłuż granicy słowacko-czeskiej (granicą pójdziemy aż do Chaty Kminek i jak w takim przypadku raz będziemy szli słowacką, a raz czeską stroną) i mijamy kolejno Oselną o 14.10, Dupaczkę o 14.20 i schodzimy obok pomnika partyzantów U Tabuli - 14.35. Pomnik jeszcze po słowackiej stronie, a zdjęcie zrobione już z czeskiej strony.
Potem poprzez Trojaczkę schodzimy do Bumbalki, gdzie jest samochodowe przejście graniczne - 15.18. Czas nas goni, więc mijamy tylko poszczególne chaty zbierając pieczątki, w ten sposób Masarykową Chatę mijamy o 15.42.
Wreszcie dochodzimy do gruntownie remontowanej Chaty Kminek pod Korytowem. Panowie zaopatrują się tutaj w następną nalepkę. Długo nie siedzimy gdyż chcemy w miarę możliwości zejść do Makowa jeszcze nie po ciemku. Jesteśmy w chacie od 16.18 do 16.45. Dalej zielonym do rozgałęzienia szlaków, gdzie wybieramy czerwony bo doprowadzi nas do mety i zarazem samochodu i wchodzimy na niego o 16.53. Słońce sobie teraz przypomniało, że miało świecić więc na chwilę wyjrzało, aby zaraz pójść spać.
Do mety , czyli na miejsce startu dotarliśmy o 17.54. Zrobiliśmy w ten sposób pętlę w postaci ósemki. Zeszliśmy i momentalnie zrobiło się ciemno. Ostatni dzień przed zmianą czasu. Zmęczeni ale szczęśliwi wsiadamy do oczekującego nas cały dzień samochodu i w drogę powrotną ruszyliśmy o 18.05.
Wycieczka była cudowna, jeszcze lepsze towarzystwo. Podziwiam młodziana, że z nami to wszystko przeszedł, a było tego ponad 30 km. I chciałbym tak to zapamiętać. Niestety powrót mój do domu był szokiem, mój ukochany króliczek czekał na mnie pod drzwiami tyle że martwy... I ta śmierć pupila jest skazą na tej trasie...