To, że nie wiało, to było jednym z niepowtarzalnych uroków tej trasy, Adasiu/

Pierwsze moje wejście na Babią Górę od słowackiej strony.
Od jakiegoś czasu moim marzeniem było poznanie słowackich szlaków na Babią Górę. O tyle to było utrudnione, gdyż prawie wszystkie zaczynają się w Slanej Wodzie, a dojechać tam można tylko samochodem, bądź autokarem.
W końcu przyszła pora na zrealizowanie marzenia. Przyjechaliśmy do Slanej Vody samochodem i sprzed schroniska wyruszyliśmy żółtym szlakiem o godz. 7.42. Wyruszamy w chłodzie, wszystko dokoła oszronione, nic to dla nas, jako, że i tak ma być ciepło w ciągu dnia.
O godz. 8.18 mijamy Paseky, a o 8.25 dochodzimy do Hajovnej na Rovniach, gdzie mieści się muzeum, ale o tej porze roku zamknięte. Tutaj opuszczamy żółty szlak (będziemy nim wracać) i wchodzimy na niebieski prowadzący nas do... Polski, a konkretnie do Lipnicy Wielkiej. Granicę słowacko-polską mijamy w miejscu zwanym Pod Palkocom o 9.03.
W Lipnicy Wielkiej zaraz za nieczynną także informacją turystyczną zaczynamy wchodzenie na Diablaka zielonym szlakiem o 9.18. I jak to w górach najpierw idziemy lasem, który z czasem przeradza się w kosodrzewinę. Kiedy wychodzimy na tę właśnie wysokość ukazają się nam bajecznie widoki słowackich szczytów wynurzających się z mgielnego mleka. Nad Tatrami króluje niepodzielnie słońce, więc zdjęcia tychże będą robione, kiedy już słońce trochę przesunie się w bok.
Ten odcinek zielonego szlaku wiodący wśród kosedrzewiny i przepięknego mora Babiej Góry zwany jest Pańskim Chodnikiem. Po drodze "penetrujemy" ruiny polskiego schroniska spalonego w 1948 roku, a także czerpiemy zdrową wodę ze źródełka.
Potem już tylko Diablak, gdzie dotarliśmy o 11.15 i zostaliśmy do 12.10. Pierwszy raz tutaj nie było nawet najmniejszego podmuchu wiatru. Było słonecznie i bajkowo. Zdjęcia można było robić z wszystkich stron, nawet Tatry już też można było fotografować, choć trochę "prześwietleń" jest.
Trzeba było zajrzeć do Zawoi, bo do tej pory nie wyobrażałem sobie, żeby być tutaj a nie być w Zawoi. Dziś tylko można było na nią popatrzeć. Zresztą Diablak to było jedyne miejsce na tej trasie, które już znam, reszta była dla mnie debiutem.
Schodzimy żółtym do Slanej Vody, a więc tym, który opuściliśmy na dole wybierając niebieski w celu zrobienia pętli.
Od góry do Diablego Kamienia ten odcinek żółtego szlaku nazywa się Chodnikiem Jana Pavla II. Awatar wycieczki to właśnie szczyt Diablaka i początek szlaku.
Przy schodzeniu słońce bardziej operuje w okolicach Pilska, więc mało będzie zdjęć z tej strony, chociaż kilka jest. O godz. 13.03 dochodzimy do Stavin, a pętlę zamykamy w Hajovnej na Rovniach o 13.55. Paseky ponownie mijamy tym razem o 14.05. Jakże inny krajobraz już oczywiście bez szronu.
Na moment w lesie oglądamy reszki ziemianki.
Do Slanej Vody wracamy o 14.35. Tym razem schronisko otwarte, zatrzymujemy się tutaj na pół godziny i po wyjściu jeszcze delektujemy oczy widokami.
Meta przy samochodzie przed schroniskiem o 15.05. Świetna wycieczka i mogę powiedzieć, że kolejny raz jestem szczęśliwy.