Stasiu, trasa nie najnowsza, ale rzadko wchodzę na Zwiedzaj Świat i dopiero "odkryłam" twoją 278 trasę :). Jeśli coś zasługuje na uwagę, to pozytywny komentarz aż się prosi, bez względu na datę wycieczki.
Pozdrawiam serdecznie

Nigdy nie byłem na Smrku (Świerku) nad Ostrawicą, bo zawsze wybierałem leżącą po drugiej stronie miejscowości Łysą Górę, chociażby ze względu na to, że na Łysej jest namiastka chaty, natomiast na Smrku nie ma nic. Nie ma też nic w drodze na szczyt, poza myśliwską Hubertką (jedyny budynek na trasie oczywiście w lesie), która i tak otwarta bywa tylko w okresie polowań.
Smrk jednak od dawna kusił, stąd nasze postanowienie o odwiedzeniu i go właśnie realizujemy. Pogoda dokładnie taka, jaka w prognozie od szeregu dni, czyli deszcz, śnieg i słońce. W praktyce okaże się, że zmieniało się to jak w kalejdoskopie, ale sumując - wszystkiego było w równych częściach. Zaczęliśmy wszystko w deszczu o godz. 8.00 w Ostrawicy po przyjeździe pociągiem. Od razu wchodzimy na czerwony szlak. Kierunek znany.
Jeszcze przed punktem zwanym Pod Holubczankou (9.22) chmury odeszły w bok i słońce pięknie oświetlało okolice. Niestety przez gałęzie uwidocznić tego nie było można. Ale już za tym punktem nastały ciemności i potem zaczął padać śnieg. Minęło i to, zanim dotarliśmy do Przełęczy Smrk czyli Smrk Sedlo ponownie , już z wysokości mogliśmy podziwiać panoramę wraz z Łysą Górą. Raz było widać wyraźnie, by po paru minutach widoki były zamazane. I te efekty oddają zdjęcia. Tak było.
Już na przełęczy (10.20) było wiadomo, że kolej teraz na chmury i że żadnych widoków ze szczytu nie będzie. Zaczął wiać silny wiatr, my nie w mgle a w chmurach dotarliśmy do szczytu - Smrk - 10.42. Na szczycie postawione są dwa pomniki z kamieni poświęcone kolejno Johnowi Lennonowi i Janowi Palachovi - temu, który w 1969 roku dokonał samospalenia w proteście przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na bezbronną Czechosłowację.
Za szczytem z kolei skały, a przy nich różnego rodzaju tabliczki upamiętniające różnych ludzi związanych ze śmiercią w górach. Tam też moja towarzyszka chciała wykorzystać swoją pelerynę i wyszła na górę licząc, że zostanie Supermenką. Musiałem więc tę skałę podtrzymywać (awatar), bo nic z tego nie wyszło, a wiał silny wiatr. Hahaha!
Potem zwałowiska drzew trzeba było minąć i wkrótce ponownie zaczęło się wypogadzać. Tak dotarliśmy do Hubertki oczywiście zamkniętej. Dziś polowań nie ma. Skrzyżowanie szlaków na Polanie - 11.49.
Za tym skrzyżowaniem słońce wynagrodziło nam dzisiejsze trudy. Piękny odcinek, widoki na okoliczne góry za gałęziami drzew. Szczególnie na zdjęciach widać towarzyszącą nam równolegle Knehynię. Tak doszliśmy do Górnej Czeladnej, gdzie na kolejnym skrzyżowaniu szlaków opuszczamy czerwony i wchodzimy na modry czyli niebieski. Ten akurat jest mi już znany, bo nim chodziłem z Ostrawicy kilkatrotnie na Knehynię i dalej.
Teraz z kolei pięknie widać Ondrzejnik, ale też na chwilę, bo ponownie chmury wszystko zakryją i znowu wedle rytuału najpierw deszcz, śnieg i powrót do słońca już przy zejściu do Ostrawicy. Co jakiś czas zerkamy w stronę Smrka, ale dopiero na samym końcu chmury go opuściły i widać go w całości. Dobrze, że tam byliśmy.
Meta w Ostrawicy po pokonaniu pętli zgodnej z kierunkiem wskazówek zegara, w informacji turystycznej, gdzie robimy ostatnie zdjęcie - 14.10. Tam dowiadujemy się, że zimą również można na Smrk wychodzić i to nas połaskotało. Kto wie... bo trasa ciekawa, a jest jeszcze kilka innych szlaków tam wiodących.
Do odjazdu pociągu mamy ponad pół godziny więc wstępujemy czegoś napić się do pobliskiego hotelu Freud i potem punktualnie z rozkładem jazdy o 14.53 opuszczamy Ostrawicę.
Bardzo urozmaicona wędrówka, pogodowo, emocjonalnie, czyli tak jak ma być dla prawdziwego turysty hahaha.